Narzekanie na młode pokolenia jest tak stare jak świat. Złą opinię na temat młodzieży miał Arystoteles, który mówił: „Kiedy widzę młodzież to, wątpię w przyszłość cywilizacji”. Także Sokrates przekonywał, że  młodzi „Kochają luksus, denerwują nauczycieli i cały czas się obijają”. Już 4 tys. lat temu na jednej z kamiennych tablic wyryto pismem klinowym zdanie: „Młodzież się stoczyła na dno i bliski jest koniec świata”. Te trzy cytaty były wstępem do dyskusji w trakcie kolejnej Debaty Akademickiej, tym razem poświęconej aktywności społecznej młodych Polaków.


Postawiony problem wydawał się łatwy: każdy z panelistów ma za sobą bogate doświadczenia związane z wieloletnią pracą dydaktyczną, które wzmocnione są prowadzonymi badaniami. Wśród osób zgromadzonych na sali dominowali studenci, czyli bezpośrednio zainteresowani problemem debaty. Była to jednak „łatwość” pozorna. Już pierwsze pytanie skierowane pod adresem panelistów pokazało różnicę ich stanowisk.


Czy współczesny młody człowiek nie odczuwa potrzeby reprezentacji politycznej, nie ma potrzeby aktywności politycznej? W trakcie ostatnich wyborów samorządowych dwie trzecie dwudziestolatków wykazało całkowity brak zainteresowania taką fundamentalną formą demokracji (frekwencja w tej grupie wyniosła zaledwie 35 proc.) Najmłodsza część elektoratu najrzadziej uczestniczy w wyborach. Czy kartka wyborcza nie ma dla młodych ludzi żadnego znaczenia? Dr hab. Witold Wrzesień (UAM) odpowiedział krótko: jeżeli można byłoby w Polsce głosować za pośrednictwem Internetu to frekwencja w tej grupie wiekowej byłaby najwyższa. Jego zdaniem, nie można jednak sprowadzać aktywności politycznej jedynie do udziału w wyborach, chociaż z drugiej strony, o bardzo niewielkiej grupie młodych (7 proc.) można powiedzieć, że jest społecznie aktywna.


Fundamentalną wydaje się odpowiedź na pytanie: co jest przyczyną tego zjawiska? Prof. dr hab. Jan Szambelańczyk (UEP), przekonywał, że powodów jest wiele. Zobaczmy naszą debatę publiczną: gadające głowy, używające języka kompletnie niezrozumiałego dla młodych ludzi, mówiące o problemach, które nie są problemami współczesnej młodzieży. A potem dziwimy się, że młodzi stoją obok. Nasz dyskurs polityczny wymaga zmiany pokoleniowej i tematycznej.


W trakcie debaty często pojawiało się pytanie, czy współczesnego młodego człowieka do aktywności społecznej może zmobilizować tylko zagrożenie jego wolności w Internecie. Pamiętamy, że zapowiedź wprowadzenia regulacji prawnych wyprowadziła młodych na ulice nie tylko w Polsce. Ruch ACTA stał się symbolem współczesności w aktywności młodzieży. Wszyscy paneliści odwoływali się do tego ruchu.

W ostatnich wyborach samorządowych tylko co 11-ty dwudziestolatek poparł Prawo i Sprawiedliwość, a co 12-ty Koalicję Obywatelską, czyli łącznie tylko 17 proc. młodych opowiedziało się za głównymi partiami politycznymi. Dlatego drugie pytanie debaty dotyczyło zwrotu konserwatywno-narodowego wśród młodych ludzi. Co jest przyczyną tego zjawiska i czymożemy mówić, że dawniej młodzież była lewicowa, a teraz jest konserwatywno-narodowa? Ponoć Joschka Fischer (b. minister spraw zagranicznych Niemiec, a wcześniej czołowy anarchista) powiedział, że duch rewolucyjny ucieka z człowieka, gdy zdejmuje dżinsy i ubierze garnitur. Czy młodzież już nie lubi np. liberalizmu?


To jest zbyt ogólne stwierdzenie, przekonywała dr hab. Eva Zamojska (UAM), gdyż - jak pokazują badania - taki zwrot narodowo-konserwatywny jest charakterystyczny dla młodych mężczyzn i nie dotyczy on młodych kobiet. Nie możemy więc mówić, ze cała młodzież skręca mocno w prawo.


Musimy pamiętać, m.in. o kilku sprawach, wskazywała dr Wiktoria Domagała (UEP). Po pierwsze, brak stabilnej pracy może prowadzić do radykalizacji nastrojów. Z drugiej zaś strony, prawie jedna trzecia badanych (28 proc.) oczekuje radykalnych zmian. I jest jeszcze trzeci aspekt: konserwatyzm oznacza zwrot ku tradycji, a w opinii badanych oznacza to gwarancję bezpieczeństwa.

W swoich wypowiedziach, paneliści odnosili się do rezultatów wielu badań, nie tylko własnych i nie tylko polskich badaczy. To pozwoliło na sformułowanie wniosku, że młodzi ludzie są często obiektem badań, a o ich środowisku wiemy naprawdę dużo. Z reakcji sali można było wywnioskować, że z przywoływanych badań, studenci także dużo o sobie się dowiedzieli.


Dyskusja przeprowadzona po zakończeniu panelu skoncentrowała się na odpowiedzi na pytanie: czy młodzież jest społecznie aktywna? Zgromadzeni studenci przekonywali, że oni i ich rówieśnicy są zaangażowani w wiele przedsięwzięć społecznych i politycznych. Nie wszyscy dyskutujący podzielali tę opinię.


Nie wszyscy zgodzili się z poglądem, że współczesna młodzież życie w lepszych warunkach niż ich poprzednicy. Na zakończenie debaty przypomniano słowa prof. Andrzeja Szahaja: „To pierwsze od dziesięcioleci pokolenie, któremu będzie gorzej niż pokoleniu rodziców”, ale w jednym z prasowych wywiadów prof. Henryk Domański stwierdził krótko: „…rewolucji nie będzie”.