Tytułowy cytat pochodzi ze słownika gwary uczniowskiej. Można go rozumieć tak, że wielkie litery sugerują wyższy poziom szacunku niż małe. Na szczęście w mowie ten kłopot znika. Ale jest w tym trochę racji, choć zamieszanie z używaniem wielkich (dużych) i małych liter jest w polszczyźnie spore. W polszczyźnie, bo nie wszystkich językach (a właściwie alfabetach) tak jest. Nie mają z tym kłopotu na przykład użytkownicy alfabetu chińskiego, japońskiego, czy koreańskiego. Sięgam na półkę po koreańskie tłumaczenie „Pana Tadeusza” i nie dostrzegam różnic między wielkimi a małymi literami. Czyli Adam może być pisany adam (albo ADAM)  i nikomu to nie przeszkadza. Natomiast w polszczyźnie same kłopoty z tytułami książek i czasopism, z imionami i nazwiskami i żeby było jeszcze trudniej – z uznaniowymi zasadami grzecznościowymi. Ich ilustracją jest uczniowskie oczekiwanie szacunku. Nie przytoczę tu wszystkich skomplikowanych przepisów ortograficznych. Więc tylko zasada ogólna. Piszemy czasem wielkimi/dużymi literami, czasem małymi. Albo piszemy coś od wielkiej/dużej litery, czasem od małej. Nie piszemy z wielkiej/małej litery. Uzasadnienie tej reguły poprawnościowej jest raczej trudne, ale w przybliżeniu możliwe. Chodzi o to, że wielkiej litery używamy nie tylko na początku tekstu, ale także w środku zdania, np. powiem Ci w zaufaniu/powiem ci w zaufaniu. Albo – jak chcą uczniowie – POWIEM CI  W ZAUFANIU. To ostatnie nieco przypomina konwencję koreańską.


I jeszcze tylko na marginesie. Zasad stosowanie wielkich i małych liter przestrzega także mój komputer. Zapis adam poprawił na Adam natomiast zapisu ADAM  nie poprawił. Może Koreańczycy piszą (i mówią?) tylko wielkimi literami?

  

prof. dr hab. Tadeusz Zgółka

Członek Rady Języka Polskiego

przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk