Kto rządzi językiem? Pytanie postawione w tak prowokujący sposób może wywołać dyskusję. Najpierw trzeba by bowiem zapytać, czy ktokolwiek w ogóle nim rządzi. Użytkownicy mają na ten temat wyrobiony pogląd: język (polski) nam psieje i koniecznie trzeba coś z tym zrobić. Więc przysyłają do różnych gremiów, takich jak Sejm RP, a najlepiej Rada Języka Polskiego propozycje, memoriały i protesty. Propozycje na ogół dotyczą radykalnej reformy (uproszczenia) ortografii, protesty dotyczą zagrożenia ze strony języka angielskiego i wulgaryzmów. I tak dalej. Więc niech ktoś – może jakiś Gajowy – wreszcie zrobi porządek. Taki na przykład podział na pół. A może na dwie połowy. Matematycy wiedzą, że połowy są nie tylko dwie, ale że są równe. A ludzie niefrasobliwie mówią o większej i mniejszej połowie. Trzeba z tym zrobić porządek. I zabronić takiego głupiego rozumienia, że pół, to jedna część czegoś podzielonego na dwa. Na dodatek zamieszanie wprowadza tekściarz i śpiewa, że pół to nie to samo, co połowa. No i językoznawcy, a dokładniej słownikarze, którzy słuchają ludzi i uznają, że można mówić o połowie jako jednej z dwu części. I części niekoniecznie muszą być sobie równe. Zaczęło się już od Słownika języka polskiego pod redakcją W. Doroszewskiego wydanego przed ponad półwieczem. I do dzisiaj dopuszcza się tę definicję: potocznie „jedna z dwu zbliżonych wielkością (niekoniecznie równych) części jakiejś całości; pewna ilość, część czegoś”. Matematycy sobie, a ludzie sobie. Na tym oczywiście nie koniec niepoprawności: jest podobno mniejsze zło (choć nie słyszałem o mniejszym/większym dobru). Piwnica służy nie tylko do przechowywania (warzenia) piwa, bielizna może być kolorowa lub czarna, a nie biała, a miednica nie zawsze jest z miedzi. Językiem rządzą ludzie, a nie językoznawcy, matematycy, słownikarze. I tak już zostanie.


prof. dr hab. Tadeusz Zgółka
Członek Rady Języka Polskiego
przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk