Chcemy latać z Poznania? Musimy dać liniom marchewkę


- Jeśli chcemy przyciągnąć do Poznania jakiegoś inwestora, to nie wystarcza powiedzieć mu, że mamy piękne krajobrazy i wykształconą kadrę. Musimy mu dać też jakieś korzyści finansowe, np. podatki od nieruchomości obniżyć do symbolicznej złotówki. Z liniami lotniczymi trzeba postępować tak samo - przekonuje prof. Marek Rekowski

Lech Bojarski: Marszałek Marek Woźniak i prezydent Poznania Ryszard Grobelny jako współwłaściciele Ławicy nie chcą "kupować" dla niej połączeń, czyli np. finansować tzw. opłat marketingowych dla linii, które uruchamiają loty na jakiejś trasie. Pierwszy z nich dał to jasno do zrozumienia podczas otwarcia rozbudowanego terminalu. Samorządowcy uważają, że rynek dostrzeże potencjał Poznania i przewoźnicy sami zaczną otwierać wkrótce nowe połączenia, których póki co bardzo brakuje. Czy to dobra polityka?

Prof. Marek Rekowski*: - W mojej ocenie jest to całkowicie błędna polityka. Władze reprezentują tzw. podejście popytowe, a więc mówią, że mamy świetny region, który się rozwija, mamy doskonałe, rozbudowane lotnisko, a mieszkańcy są zasobni. I jest ogromny popyt na latanie samolotami. A skoro tak, to niech z tego popytu skorzystają linie lotnicze.

A to tak nie działa?

- To mogłoby tak działać, gdyby po drugiej stronie na rynku linii lotniczych panowała duża konkurencja. I przewoźnicy rywalizowaliby o poszczególne porty lotnicze i pasażerów, których mogliby z tych portów przewozić. Ale to już jest dawno przebrzmiała piosenka. Dzisiaj rynek lotniczy w Europie, a zwłaszcza w Polsce, jest zmonopolizowany. W segmencie linii niskokosztowych, które w największym stopniu odpowiadają za dynamikę wzrostu liczby obsługiwanych pasażerów, w Polsce mamy duopol: Ryanair i Wizz Air mają łącznie 90 proc. rynku. Wprawdzie na razie idą łeb w łeb, przewożąc razem po ok. 4 mln pasażerów, ale za chwilę Ryanair odskoczy, bo tworzy potężną bazę w Modlinie, coś na kształt portu transferowego, do którego zacznie dowozić pasażerów z Wrocławia, Poznania, Krakowa. Właściciele naszego lotniska chyba nie mają świadomości, jak wielką potęgą jest dziś ta linia. Przewozi rocznie 80 mln pasażerów, posiada 300 samolotów i 50 baz w Europie, operuje w blisko 200 portach lotniczych i...

... I jeśli komuś ma na kimś zależeć, to Ławicy na liniach Ryanair, a nie odwrotnie.

Oczywiście, że tak! Spójrzmy na połączenia, które kiedyś były w Poznaniu, ale zostały zlikwidowane. Na przykład Madryt - to były rejsy z przeciętnym obłożeniem powyżej 80 proc.! Nie było problemu z popytem. Dlaczego zatem połączenie zostało zlikwidowane? Patrząc z perspektywy całej Europy, nasze lotnisko jest malutkim portem. To Ryanair jako monopolista stawia warunki, a my występujemy niestety w roli petenta. Model biznesowy takiego potentata opiera się na maksymalizacji zysków, tylko w ub. roku firma miała ponad 300 mln euro zysku netto. A dążąc do maksymalizacji zysków, stale obniża koszty i jeśli dany port, taki jak Ławica, mu tego nie umożliwia np. poprzez obniżenie opłat lotniskowych lub innych bonusów, to linia idzie gdzie indziej. Nasz port konkuruje dziś nie tylko z Wrocławiem, ale i z Palermo, czy każdym innym lotniskiem daleko w Europie. Przy wspomnianych 200 lotniskach, do których lata Ryanair, jesteśmy tylko jedną dwusetną jego biznesu. I to taką, którą łatwo można zastąpić dowolnym innym portem, który wyłoży pieniądze na stół.

Sam popyt już nie wystarcza? 

Absolutnie nie. Jeśli chcemy przyciągnąć do Poznania, czy regionu jakiegoś dużego inwestora, to nie wystarcza powiedzieć mu, że mamy piękne krajobrazy, wykształconą kadrę, zasoby itp. Musimy mu dać też jakieś korzyści finansowe, np. podatki od nieruchomości obniżyć do symbolicznej złotówki. Z liniami lotniczymi trzeba postępować tak samo. Trzeba im dać jakąś marchewkę. Ryanair wynegocjował niedawno w Modlinie stawkę opłat obniżoną o 50 proc. i to na 10 lat! Moim zdaniem zarząd portu postąpił bardzo mądrze, bo skoro przewoźnik będzie tam latał dzięki temu co najmniej przez 10 lat, a do tego zlokalizuje swoją bazę, to w dłuższym okresie obniżka opłat zrekompensuje mu się z nawiązką. 

Pamiętajmy też, że kapitał portu lotniczego jest "sztywny". Nie załadujemy go w kieszeń i przeniesiemy w inne miejsce. Linia lotnicza jest natomiast elastyczna - zapakuje załogę do samolotu i poleci gdzie indziej. W Ławicę zainwestowano niedawno dziesiątki milionów złotych. Powstała infrastruktura, której utrzymanie kosztuje. Jeśli nie zapełnimy jej pasażerami, koszty będą tylko rosnąć. Niedawno wracałem ze Stansted, to po przylocie w terminalu na Ławicy dosłownie hulał wiatr. Na razie finanse lotniska ratują jeszcze czartery, które mają stosunkowo duży, ok. 30-procentowy udział w ruchu na Ławicy. Ale dla mieszkańców to marna pociecha, bo oni chcieliby latać nie tylko do kurortów. 


Ławica też wreszcie zdecydowała się na obniżenie opłat. Czy to jednak nie za późno?

Na pewno jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Ryanair otworzył już bazę w Krakowie i we Wrocławiu, a do tego koncentruje się na Modlinie, co oznacza, że aby zachęcić tego przewoźnika do otwierania nowych połączeń z Poznania, należałoby mu zaproponować jakieś szczególnie atrakcyjne warunki.

A jeśli się już nie uda?

Mamy alternatywę w postaci Wizz Air, który ma już swoją bazę w Poznaniu, ale tylko z jednym samolotem. Tutaj można więc coś jeszcze ugrać. Ale znowu trzeba mieć jakąś marchewkę. Może nie tak dużą jak dla Ryanaira, ale pewnie i tak niemałą. Wracając do wspomnianego na początku podejścia popytowego, my musimy skupiać się na podaży - na wszelkie sposoby starać się przyciągać linie do Poznania. Przeznaczać na to nawet po kilka milionów złotych.

Dlaczego tego nie robimy?

Jestem przekonany, że ani w Urzędzie Marszałkowskim, ani w Urzędzie Miasta wciąż nie ma zrozumienia, jak funkcjonuje współczesny rynek lotniczy i jakie to ma znaczenie dla Poznania i regionu, jakie są konsekwencje. A szkoda. Robimy na Uniwersytecie Ekonomicznym badania pasażerów i szacujemy, jaki strumień dochodów kreują, korzystając z danego lotniska. Niedawno wykonaliśmy takie analizy dla Katowic. Okazuje się, że rocznie pasażerowie przynoszą tam ponad 200 mln zł. Na to składają się wydatki w porcie lotniczym, hotelach, taksówkach, sklepach itp. W efekcie powstaje także wiele miejsc pracy. Biznesmeni i turyści zostawiają u nas pieniądze, dlatego warto walczyć o jak największy ruch na lotnisku.

Liczba połączeń z Poznania ma też niebagatelne znaczenie dla biznesu. Jako przykład podam niedawną historię związaną z jedną z firm kawowych, która przeniosła cały zarząd i administrację do Warszawy. Jednym z powodów przeprowadzki był brak bezpośredniego połączenia lotniczego z Holandią, skąd do Poznania przyjeżdżali przedstawiciele zagranicznego właściciela firmy.

Właściciele portu muszą sobie uświadomić, jak działa rynek i zmienić optykę. Bo inaczej będziemy wprawdzie mieli pięknie rozbudowany, kosztowny terminal, lecz mieszkańcy Poznania i Wielkopolski będą zmuszeni szukać połączeń lotniczych we Wrocławiu, Modlinie czy Berlinie, tracąc czas i pieniądze.

* prof. Marek Rekowski - kierownik Katedry Mikroekonomii na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, szef zespołu badającego wpływ portów lotniczych na gospodarkę regionów.

Ławica na zakręcie 

Ostatnie miesiące przyniosły znaczące cięcia w siatce połączeń z poznańskiego lotniska, które przekładają się na kilkunastoprocentowy spadek liczby obsługiwanych pasażerów. Wśród kierunków, które straciliśmy w tym roku, są Madryt, Bolonia, Dortmund, Cork,Kraków. Pod koniec października Wizz Air przestanie też wozić pasażerów z Poznania do norweskiego Bergen, a w listopadzie Ryanair zlikwiduje połączenie z Edynburgiem, East Midlands i Barceloną.

Ile mamy połączeń? 

Liczba regularnych połączeń wybranych lotnisk regionalnych w rozkładzie zimowym:

Poznań - 18

Wrocław - 25

Katowice - 28

Gdańsk - 44

Kraków - 48



Cały tekst: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,37794,14862711,Chcemy_latac_z_Poznania__Musimy_dac_liniom_marchewke.html#ixzz2jfyLP100