Na pytanie o to, jak wiele jest czegoś, można odpowiedzieć dwojako: albo: dużo/bardzo (czasem mało/bardzo mało) dużo albo podając, ile tego czegoś jest. Obie odpowiedzi mogą jednak zawierać bardziej lub mniej precyzyjne wyliczenia. Mówi się na przykład, że w celu dokładnego poznania drugiego człowieka trzeba z nim zjeść beczkę soli albo można wypić naparstek wódki. Można na kogoś wylać wiadro pomyj, a do ciasta dodać szczyptę/pół łyżeczki soli. O jakimś zgromadzeniu można oznajmić, że przybyły na nie tłumy widzów/gapiów…, a na manifestację garstka uczestników. Żadne z tych określeń nie zawiera precyzyjnej informacji, choć w każdym z nich podaje się jakąś wielkość. Taka wielkość to ilość (duża, ogromna, mała, znikoma).

Na to samo pytanie da się odpowiedzieć – choć nie zawsze – precyzyjnie: Na zgromadzenie przyszło siedemset dwadzieścia pięć osób. W beczce było sześćdziesiąt siedem kilogramów soli, a we wiadrze – dwanaście litrów. W dzieciństwie rachowaliśmy w szkole jaskółki siedzące na drucie albo jabłka na talerzu, a najczęściej (choć czasem po kryjomu) palce u rąk. Za każdym razem podawaliśmy wynik rachowania w postaci liczby.

Ryba ma mnóstwo ości (kto by to policzył?), czyli wielką ilość. Obok są cytryny w liczbie 16,5 plasterków. (Zakładam, że jedną cytrynę da się podzielić na osiem plasterków).

prof. dr hab. Tadeusz Zgółka
Członek Rady Języka Polskiego
przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk



Co miesiąc prof. Tadeusz Zgółka na antenie Radia Afera rozwiązuje rozmaite dylematy językowe słuchaczy.
Włącz i słuchaj, jeśli chcesz wiedzieć, jak poprawnie posługiwać się językiem polskim na co dzień.